
Patronami medialnym wyprawy sa:
"National Geographic Traveller"
Portal internetowy www.wspinanie.pl
Wyprawe dofinansowuje:
Polski Zwiazek Alpinizmu
Sponsorem wyprawy Ziamia Baffina 2012 jest:
CAN
Wsparcia udzielaja nam:
Zamberlan, Timex, Monkey Grip,TS2 Technologie Satelitarne, GoPro.
Wyprawa zbiera srodki na Fundacje Spelnionych Marzen. Prosimy o wplaty donacji:
Tu prosimy dokonywac wplat na konto fundacji. Dziekujemy.
Dziennik wyprawy:
Styczen 2012
26.01.2012 czwartek - Sprzet, sprzet, sprzet, zywnosc. Konczymy ustalenia i posumowujemy kase, po czym natychmiast prosimy sponsorow o wsparcie, bo wydaki sa ogromne. Czekamy na decyzje PZA o dofinansowaniu, a jednoczesnie szukamy uzywanego sprzetu u znajomych i w internecie. Marcin pisze do Krzykacza. Moze on ma cos na zbyciu, bo ciagle potrzebujemy specjalnych hakow i copperheadow. Musimy tez kupic 400m lin, wiec moze "CAN can"...:).
Wyjazd za 9 tygodni, wiec zageszczam swoj plan treningowy. Cala organizacje chce miec juz za soba, tak zeby moc skupic sie na scianie. Niestety wyglada to jak marzenie scietej glowy.
17.01.2012 wtorek - Mamy za malo sprzetu. Okazuje sie, ze moje zapatrzenie we wspinanie w stylu clean spowodowalo znaczna redukcje zestawu hakow. To nie to co kiedys mialem w swoim zapasie - cale narecza zelaza do wbijania. Marcin tez nie ma zbyt wiele, bo raczej wspina sie klasycznie, wiec nie pozostaje nam nic innego jak uzupelnic braki. Ostatnie dni spedzilem na szukaniu najtanszych zrodel zakupow. Przeszukalem oferty w Polsce, Europie, Stanach i w Kanadzie. Niemal kazdy rodzaj hakow kupuje gdzie indziej. Najgorzej bylo z headami, ale w efekcie znalazlem dostawce, ktory zna mnie z internetu i dostarczy ponad sto sztuk dwa razy taniej niz w Europie. Najbardziej ciesza mnie drobne zwyciestwa...
12.01.2012 czwartek - Juz drugi dzien pracuje nad lista zakupow zywnosci. Siegam do notatek z naszych rozmow o tym co lubimy jesc. Marcin musi miec miesne posilki i w ciagu dnia podjadac snickersy, a ja nie ruszam sie w sciane bez zapasu kawy, chipsow i sera. Poza tym standard, czyli kaszka - 70 porcji, 150 kabanosow (polowa dla Yetiego, polowa dla mnie), landrynki - 300 szt., makarony, suszone owoce, orzeszki, czekolada, batony, herbata, napoj energetyczny i niespodzianki jak np...No nie, musze powstrzymac sie przed ujawnieniem niespodzianek scianowych, ale obiecuje, ze po powrocie pokaze zdjecia...
05.01.2012 czwartek - Postanawiamy zakonczyc ustalanie i spisywanie koniecznego sprzetu. Robimy swoje inwentaryzacje - knify, karabinki, v-ki, lost arrow'y, camy, sruby, liny, jedynki...Marcin zajmuje sie zakupami wiekszosci zelaza, a ja biore na siebie tylko lost arrow'y i liny. Zabierzemy ze soba duuuuuzo sprzetu, bedziemy potrzebowali tyle i mam nadzieje, ze nie wiecej. Do polowy miesiaca wszystkie spisy, wlacznie z decyzja o kolorze kaskow, maja byc zakonczone.
03.01.2012 wtorek - Ciagle niedokonczona jest sprawa ostatecznych rezerwacji i zakupu biletow lotniczych. Nerwowe telefony, ustalenia, koordynacja...
Grudzien 2011 - Postanawiamy zachecic tych, ktorzy interesuja sie naszym wspinaniem do wsparcia charytatywnej Fundacji Spelnionych Marzen. Z poczatkowej listy paru instytucji zdecydowalismy sie wlasnie na FSP, bo ma prosta strukture organizacyjna i podoba nam sie jak dziala. Osobiscie najbardziej cenie powstanie domu noclegowego w Warszawie dla rodzin przyjezdzajacych z chorymi dziecmi na badania lub odwiedzajacych swoje pociechy w szpitalach. Kazda kwota wsparcia jest cenna, wiec zachecamy wszystkich nawet do drobnych wplat w systemie PayPal. Dzieki.
Spotykamy sie na naszej naradzie wojennej. Przy kawiarnianym stoliku omawiamy strategie, taktyke, sprzet, zywnosc i logistyke przeplatajac wszystko pomyslami na zdjecia, filmy i wielkoscianowe wyglupy. Po czterech godzinach rozmow rozchodzimy sie z uczuciem niedosytu...
Listopad 2011 - Organizacja nabiera tempa. Z dlugiej listy potencjalnych sponsorow zostaje pare firm, gdzie odnalezlismy bratnie dusze ludzi, w ktorych nasz projekt wzbudzil emocje. To widzi sie od razu, kiedy po drugiej stronie stolu, ktos kto pierwszy raz slyszy o Ziemii Baffina i naszej scianie potrafi zarazic sie entuzjazmem i podpalic ogniem szalonego pomyslu. Juz po chwili widzialem, ze moi rozmowcy zaczynaja kreatywnie myslec, strzelac pomyslami na marketingowe wykorzystanie naszej wyprawy. Ja tez sie wciagalem i nagle w jakims przepastnym biurowcu paru ludzi dykutowalo o Polar Sun Spire, Ziemii Baffina, drapieznych niedzwiedziach, holowaniu worow, mrozie, niepewnosci i wyzwaniu...
Pazdziernik 2011 - Wracam z Yosemitow. Nie mamy Trzeciego. Trzeci zrezygnowal i znowu zostalismy we dwoch. Przez tydzien gadamy o sytuacji, az z ulga i radoscia przychodzi decyzja - jedziemy we dwoch!!!. Od poczatku czulem, ze w tym jest energia, wyzwanie i sila. Jedziemy wspinac sie we dwoch wyzywajac siebie i wszystko co moze stanac przeciko nam...
Wrzesien 2011 - Jest Trzeci. Mamy zespol scianowy i wszystko gra. Teraz dzielimy obowiazki organizacyjne i do roboty. Prosze o ulge dla siebie ze wzgledu na moj solowy wyjazd w Yosemity. Obiecuje zabrac sie za wszystko zaraz po powrocie, wiec nie ma cisnienia. Wszyscy rozumieja i wspieraja. Jest tak jak powinno byc. Wyjezdzam.
Sierpien 2011 - Spotkanie w Chamonix. Marcin jedzie na wakacje, a ja szwedam sie po ulicach Cham i okolicach Mont Blanc. Spotykamy sie na popoludniowej kawie z piwem w barze Elevation. Rozmawiamy z entuzjazmem i lapczywoscia mieszajac szczegoly z generaliami. Zdaje sobie sprawe, ze wlasciwie widzimy sie drugi raz w zyciu. Pierwszy raz to bylo chyba w drugim roku wspinania Marcina, kiedy przyjechal z Lysym do Moka. Siedzielismy razem przy stole na Taborze. No coz, od tego czasu minelo niecale 20 lat... Przy pozegnaniu postanawiamy ostatecznie rozwiazac kwestie Trzeciego i dajemy sobie na to 3 tygodnie. Ja wracam do domu, a Marcin jedzie na wakacje. W drodze powrotnej przejezdza przez Cham i robi szybkie przejscie McIntyre'a/Coltona na Grand Jorasses...
Lipiec 2011 - Trzeci, Trzeci, Trzeci. Nie mamy Trzeciego, a czas goni. Przeciez nie oglosimy konkursu pieknosci...
Kwiecien 2011 - Do wyprawy zostal rok. Postanawiamy uszczegolowic plany, dobrac trzeciego do zespolu i zabrac sie za organizacje. Zaczynamy intensywnie pisac do siebie. Nawiazujemy kontakty z tymi, ktorzy juz tam byli i dowiadujemy sie coraz wiecej o szczegolach organizacyjnych. Ja wymieniam korespondencje z Twidem, Bobo i Bjarte, a Marcin stara sie znalezc najlepsze oferty na bilety lotnicze. Niestety okazuje sie, ze cena przelotu do Kanady i koncowego miasteczka Clyde River jest zaskakujaco wysoka. To powoduje, ze kosztorys jest wyzszy niz myslelismy, ale traktujemy to jako wyzwanie, jako czesc walki o gore, sciane, droge. Przypomina mi sie powiedzenie Romana Polanskiego - najwazniejsze to bujac w oblokach...
Pazdziernik 2010 - Po wymianie wielu emaili, postanawiamy przelozyc wyjazd na Ziemie Baffina o jeden rok. Trzeciego do zespolu ciagle nie mamy.
Wrzesien 2010 - Wyjechalem w Yosemity z ambitnym planem, ale wrocilem z niczym. Wycofalem sie z El Capitana i rzucilem sie w podroz pociagiem z San Francisco do Chicago. Po powrocie zaczalem zyc wyprawa na Ziemie Baffina. Planowanie sprzetu, taktyki i...budzet, budzet, budzet...
Sierpien 2010- Marcin wyjezdza na wyprawe do Chin. W scianie przyjmuje uderzenie kamienia i wraca do domu bez sukcesu.
Lipiec 2010 - Jak codzien otworzylem skrzynka pocztowa,a w niej byla wiadomosc od Geronimo. Oczywiscie, ze nie pisal do mnie duch legendarnego wodza, tylko Marcin. Zaproponowal udzial w wyprawie na Ziemie Baffina, a ja nie zastanawiajac sie wklepywalem na klawiaturze odpowiedz - "jade na sto procent...". Termin ustalilismy na wiosne 2011r. i zaczelismy szukac trzeciego partnera do zespolu scianowego.