
![]() |
Nie stój, nie czekaj..., "Góry" 04/2010. "(...) Gregor, przy każdym wyjściu w góry pokazywał mi miejsca, gdzie spadali jego pacjenci. Może nie było to zbyt budujące psyche przed wejściem w ścianę, ale co tam - kiedyś mój partner spisał testament na okoliczność naszego wyjazdu w Alpy, więc Gregorowe opowieści nie bardzo mnie szokowaly." |
|
Sex, drugs and rock & roll, czyli mięso w słoikach..., "Góry" 08/2009. " (...) w zespołowym wspinaniu przejście tej drogi było dla mnie symbolem wszystkiego, czego w górach szukałem i czego od wspinania oczekiwałem – przyjaźń, zrozumienie, idealne zgranie i pięć dni na wspaniałej ścianie. Po latach okazało się, że to była moja ostatnia poważna droga, którą zrobiłem z partnerem. Odtąd wspinałem się wyłącznie sam, ale to już inna, długa historia…" |
|
Cień na Headwallu, "Góry" 12/2008. " (...) zobaczyłem ich agresywne dzioby rozszarpujące resztki żywności. Byłem przykuty do skały, splątany linami i nawet nie mogłem ich wystraszyć. Praprzodkowie tych czarnych bestii na pewno delektowali się wątrobą Prometeusza. No cóż, zostały mi dwa batony i dwa dni wspinania – jakoś się wytrzyma. (...) w nocy dygotałem, jakbym miał splątanie ruchowe. Już niewiele zostało mi do szczytu i w końcu stanąłem na nim, i zapalilem ognisko zwycięscy." |
|
Wycie kojota, "Góry" 10/2007. "Wysoko w górze wisiał mój solidny cam z założonym karabinkiem – musiałem polecieć dosłownie na sekundę przed wpięciem się do niego. Pech. Szybko obandażowałem palec obdarty ze skóry i ponownie zabrałem się do feralnej rysy, obiecując sobie, że to był już ostatni lot. Obietnicy jednak nie dotrzymałem, bo dwa wyciągi wyżej, kolejna płyta wyrzuciła..." |
![]() |
Fanfary na cześć zwykłego wspinania, "Góry" 05/2007. "Wchodzi Hendrix ze swoim „Wild Thing”, trochę Stonesów z lat siedemdziesiątych, aż w końcu dłuższa sekwencja Zeppelinów z „Baby, I’m Gonna Leave You” i porażające „Horse Called War” z Pride and Glory. Przy ostatnim kawałku Pat wciska gaz do dechy i jedziemy na klify Neist..." |
![]() |
Walka bez walki, "Góry" 12/2006. "Najbardziej spodobał mi się tytul - „bez haków", bo ma w sobie negację. Może jak dodam jeszcze solo, to jakoś lepiej zabrzmi? W końcu ta droga to symbol haczenia, może właśnie trzeba trochę przekory, jakiejś kontestacji i zaprzeczenia...?" |